28 paź 2016

KOCHAM. NIE CAŁUJĘ.

Ani w usta, ani w rączki. Dziadkowie patrzą się na mnie jak na wariatkę i za nic sobie mają moje zakazy (te co do całowania rąk bo do buzi po tym jak zrobiłam im wykład pt."co wolno a co nie", nawet nie próbowali się "dobrać"). No bo przecież oni wszystko wiedzą lepiej, prawda? Jakby nie patrzeć dorodną czwórkę wychowali. Co z tego, że 30 lat temu zakończyli swoją przygodę z macierzyństwem? Przecież nic się nie zmieniło... dziecko karmione piersią się przepaja i dokarmia humaną (bo mleko z piersi może być za chude i za mało treściwe). Jak płacze to się  zawija w bet (gdzieś jeszcze zresztą ten bet jest), tak żeby się nie mogło ruszać. Stare ale jare. No dobra... ale dlaczego nie całuję? Bo zostało udowodnione, że dziecko zaraża się próchnicą od swoich rodziców! Bo całując w usta możesz dziecku sprezentować wirus opryszczki (którym też w większości zarażamy się od rodziców nawet, gdy nie mają żadnych zmian na ustach itp.). A oprócz wyżej wymienionych milion innych wirusów i bakterii.  A dlaczego nie całuję w te małe, słodkie rączki? Bo one co chwilę "wędrują" do buzi. Dziadek powoli odpuszcza całowanie rączek, bo po każdej takiej akcji ostentacyjnie myję dziecku ręce i ograniczam mu kontakty z nestorem rodu. Niestety. Moje dziecko - moje zasady. Nie ma w tym mojej złośliwości. Chcę tylko uchronić moje dziecko przed tym, przed czym się da. Póki co zadowalam się czółkiem i nóżkami:). Inni też muszą "dać radę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz